Rok w gruncie rzeczy zakończył się pomyślnie. Podpisałam umowę o pracę w Głosie Wielkopolskim, MHH odżyło, zebrałam zamówienia na prace licencjackie i prawie wyleczyłam się z paskudnej grypy.
Minionych 12 miesięcy generalnie należy chyba do udanych etapów mojego życia, tak sądzę. Skończyłam studia, mogę napisać mgr przed nazwiskiem, mam odzwierciedlenie marzeń obok siebie, zrzuciłam 10 kg (3kg przytyłam w święta, ale to sytuacja wyjątkowa:)), a co najważniejsze - pracuję w swoim zawodzie. Niestety ciągle krążą wokół mnie obawy o pieniądze, co momentami strasznie mnie przytłacza. Czasem chciałoby się po prostu zrobić lub mieć więcej, tylko czasem... Bob wywróżył mi jednak z kart pomyślność finansową w nowym roku, więc będę się tego trzymać ;)
Postanowień jest wiele. Kilka z nich udało mi się już wdrożyć w życie, jak chociażby zwiększoną częstotliwość czytania książek. 1 stycznia sięgnęłam po "Doktora No" Ian'a Fleminga, którą to powiastkę zabrałam dzień wcześniej szanownemu Bobowi :) Czytało się to miło, szybko i przyjemnie, jak chyba każdą powieść sensacyjną, choć muszę przyznać, iż kinematografii należy się niski ukłon za wykreowanie postaci eleganckiego i szarmanckiego Bonda, który z agentem Fleminga ma naprawdę mało wspólnego. Dialogi momentami były po prostu głupawe, Bonda zaś tani, plastikowy i bez klasy, ale ogólne odczucie jak najbardziej pozytywne. Dziś zaczęłam "Alicję w krainie czarów" - ksiażkę pełną magii, przećpanych postaci i nonsensownych wątków, które zapewne uda mi się zrozumieć dopiero przy następnym spotkaniu z utworem, a jednak piekielnie fascynuje mnie ta historia...
Co do postanowień - wizyty na basenie są systematyczne, rower także, co paskudnie mnie cieszy, choć po wczorajszych i dzisiejszych zmaganiach z textami do gazety,którą właśnie składamy, basen był naprawdę niemałym wyzwaniem. Nie ma to jednak jak walka z samym sobą ;)
Najważniejszym faktem dnia jest jednak to, iż moja emanacja pierwiastka irracjonalnego, obchodzi dziś 25 urodziny. Przeżywa to strasznie, gdyż coraz bardziej odczuwa smutek z coraz szybszego upływania czasu i świadomości, że w życiu tak naprawdę niewiele można zrobić, bo trwa za krótko... W każdym razie jestem dumna, że on daje sobie radę z wszystkimi demonami i słabościami, z moimi humorami i przesadną melancholią. Żałuję tylko, że to, co mogę dziś mu dać mieści się zaledwie w jednym oddechu - to duma, radość i szczęście,miłość, którą mogę tylko odwzajemnić i powiedzieć: dziękuję...
Ill Clinton – Gun Powder Cologne (2026)
17 godzin temu
