Była samotnikiem - chyba z wyboru, choć paradoksalnie potrzebowała ludzi obok siebie, dzięki którym umiałaby się uśmiechać. Czasem myślała, że nie nadaje się do tego świata, że jest zbyt inna, by umieć żyć. Potrzebowała czasu, by się do kogoś przekonać, ale gdy miała już w sobie tyle wiary i siły, by powiedzieć sobie w duchu: "ufam mu", ten ktoś odchodził z jej życia, tak zwyczajnie, tak po prostu... I wtedy był właśnie ten dzień, gdy po raz kolejny została sama...