niedziela, 4 marca 2012

Uśmiechy

Siedzieli na trawie na rozłożystym terenie Cytadeli, niedaleko starego amfiteatru, który rozbrzmiewał głosem historii. Dla niej było to miejsce szczególne, bo to właśnie tam poznała Felixa - chłopaka o tysiącu przeróżnych uśmiechów, ciągle radujących się oczach i głosie, który zadecydował o tym, że się w nim zakochała. Kilka lat później w tym samym miejscu spędzała z nim ostatnie chwile wspólnego życia.
Piotr nie znał jej tajemnic. Nie mógł odmówić sobie jednak próby zaskoczenia dziewczyny romantycznymi detalami pierwszej randki. Kiedy odebrał ją z pracy, poprosił by zawiązała chustą oczy, a w zasadzie sam to zrobił. Chodziło o bliskość - o jej zapach, spojrzenie na zmysłową, długą szyję i szepnięcie do ucha zwykłego banału: chcę by to był wyjątkowy wieczór.



***

Niebo lśniło blaskiem przeszłości. Klara uwielbiała patrzeć w gwiazdy - snuła wówczas setki marzeń. Wiedziała, że to mało prawdopodobne, by one kiedykolwiek się
ziściły, jednak człowiek, który przestaje marzyć, traci duszę, a na to nie mogła sobie pozwolić. To co było w niej, stanowiło jej historię - było wszystkim o czym mogła pomyśleć i wszystkim, czym ona sama była. Jej największy skarb.

Położyła się na śpiworze przygotowanym wcześniej przez Piotra. Zajął miejsce tuż przy niej. Chwycił za jej delikatną dłoń i środkowym palcem zaczął liczyć gwiazdy po kolei je wskazując, po czym rzekł:
- To wyliczanka. Niby głupota z przedszkola, ale posłuchaj - gdy policzysz wybrane gwiazdy do siedmiu, mówisz: "Ten kto mnie kocha, ten kto o mnie myśli, niechaj mi się dzisiaj przyśni". Czasem to się sprawdza.

Uśmiechnęła się.

- I kto się zjawia w twoich snach po takiej wyliczance? - zapytała obracając się na brzuchu tak, że jej głowa znalazła się teraz bezpośrednio nad jego dużymi zielonymi oczyma.

Zagryzł wargę. Pragnął jej bliskości i wiedział, że prędzej, czy później ich usta się spotkają. Ale nie teraz, jeszcze nie. To miało być coś wyjątkowego - jak trywialnie by to nie zabrzmiało. Coś, co nie stanowiłoby tylko wspomnienia szalonej nocy podczas porannego wymykania się z nieswojego mieszkania z kubkiem kiepskiej kawy w ręku. On wiedział, że Klara nie pojawiła się w jego życiu na chwilę.

czwartek, 1 marca 2012

powrót... choć krótki

Słyszał jak się budzi, a potem poczuł jej niezdarne gramolenie się na łóżku. Miał nadzieję, że obraz poprzedniej nocy funkcjonujący w jego głowie nie okaże się jedynie wytworem sennego marzenia. Z nikim nie było mu tak dobrze jak z nią... i nie chodziło wcale o łóżko, lecz o jakąś bliżej nieokreśloną szczególność, która ich łączyła. Nie była to romantyczna miłość, ani też sam pociąg do bliskości drugiej osoby... Więc co?

Imponowała mu swoją życiową mądrością, wiedzą, umiejętnością odpowiedzi na każde pytanie. Nie potrafił sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej spotkał kogoś równie namiętnego i tak pięknego w tym, co całym sobą reprezentował. Ona była magią..

Lubiła jego mieszkanie. Było duże, przestronne i szalone w swym wystroju. Myślała o nim jak o kimś, kto nigdy w życiu nie zaznał nudy. Nie mógł, bo każdy dzień stanowił dla niego coś zbyt fascynującego, by po prostu ten dzień przeżyć. Wiedziała o tym i czuła to będąc przy nim...

Zdjęła z suszarki w łazience jedną z jego koszul. Wybrała tą o najbanalniejszym kolorze w odniesieniu do koszuli, na świecie. Błękitna. Założyła ją na siebie i skierowała się do kuchni. Podwinęła rękawy. Nalała wody do czajnika i delikatnie umieściła go na palniku. Zaparzyła kawę. Aromat zaczął rozbudzać zmysły

Usłyszał jak otwiera drzwi. Otworzył oczy. Zobaczył ją i szczerze się uśmiechnął.

- Ładnie ci w tej koszuli - powiedział
- Tobie jest w niej lepiej - odrzekła stawiając kubki z kawą na nocnym stoliku. Usiadła obok niego.
- Zrobiłam kawę. To chyba dobry pomysł na dzień dobry - powiedziała
- Najlepszy - znów się uśmiechnął. Dotknął jej policzka, przyciągnął do siebie a potem pocałował w czoło. Uwielbiała, gdy to robił...