Słyszał jak się budzi, a potem poczuł jej niezdarne gramolenie się na łóżku. Miał nadzieję, że obraz poprzedniej nocy funkcjonujący w jego głowie nie okaże się jedynie wytworem sennego marzenia. Z nikim nie było mu tak dobrze jak z nią... i nie chodziło wcale o łóżko, lecz o jakąś bliżej nieokreśloną szczególność, która ich łączyła. Nie była to romantyczna miłość, ani też sam pociąg do bliskości drugiej osoby... Więc co?
Imponowała mu swoją życiową mądrością, wiedzą, umiejętnością odpowiedzi na każde pytanie. Nie potrafił sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej spotkał kogoś równie namiętnego i tak pięknego w tym, co całym sobą reprezentował. Ona była magią..
Lubiła jego mieszkanie. Było duże, przestronne i szalone w swym wystroju. Myślała o nim jak o kimś, kto nigdy w życiu nie zaznał nudy. Nie mógł, bo każdy dzień stanowił dla niego coś zbyt fascynującego, by po prostu ten dzień przeżyć. Wiedziała o tym i czuła to będąc przy nim...
Zdjęła z suszarki w łazience jedną z jego koszul. Wybrała tą o najbanalniejszym kolorze w odniesieniu do koszuli, na świecie. Błękitna. Założyła ją na siebie i skierowała się do kuchni. Podwinęła rękawy. Nalała wody do czajnika i delikatnie umieściła go na palniku. Zaparzyła kawę. Aromat zaczął rozbudzać zmysły
Usłyszał jak otwiera drzwi. Otworzył oczy. Zobaczył ją i szczerze się uśmiechnął.
- Ładnie ci w tej koszuli - powiedział
- Tobie jest w niej lepiej - odrzekła stawiając kubki z kawą na nocnym stoliku. Usiadła obok niego.
- Zrobiłam kawę. To chyba dobry pomysł na dzień dobry - powiedziała
- Najlepszy - znów się uśmiechnął. Dotknął jej policzka, przyciągnął do siebie a potem pocałował w czoło. Uwielbiała, gdy to robił...
Ill Clinton – Gun Powder Cologne (2026)
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz