Myślał o niej i nie dawało mu to spokoju - drażniło, a momentami nawet męczyło, choć równocześnie nie chciał, by myśli te odeszły gdzieś poza obszar jego osobistych pragnień. Dotąd to kobiety pogrążały się w bagnie znaków zapytania, kiedy nie odbierał telefonów, nie oddzwaniał... Wiedziały o tym, że zwyczajnie nie chce, a jednak ułuda okazywała się czymś silniejszym od zdrowego rozsądku. Teraz on żył w tym stanie.
Chciał ją poznać, raz jeszcze poczuć słodycz barwy jej głosu, zobaczyć magię uśmiechu, a nie wiedział nawet jak ona ma na imię, gdzie konkretnie mieszka, kim jest, była, będzie... Zbyt dużo niewiadomych, ale nie dla niego...
Usiadła na schodach przed antykwariatem. Zapaliła papierosa. Marlboro, niebieskie, miękka paczka, by było oldschoolowo. Paląc spoglądała w niebo. Uwielbiała jego obraz tuż przed zapadnięciem zmroku. Wydychając dym przesuwała chmury, dodawała im charakteru. Kiedy skończyła, chwyciła za smyki, bo mimo, iż to sax był jej miłością, skrzypce stanowiły coś w rodzaju uosobienia przyjaciela. To samotność sprawiła, że wypłakiwała się ze smutków muzyce. Nikogo nie dziwił już skrzypiący dźwięk unoszący się wieczorem z wnętrza antykwarialnej kamienicy. To ją określało. Zamykała oczy i grała, a w jednej chwili świat ulegał zamazaniu. Podobnie jak ona...