sobota, 21 lipca 2012

wczoraj

Usiadła na amfiteatrze, którego już nie było. Myślała o koncertach, które już się odbyły i o tych, których już nie będzie.Przeszłość potrafi być paskudnym pudłem wspomnień, których nawet nie doświadczyła, ale wiedziała o nich. Tworzyły przecież historię każdego, kto mieszkał w tym mieście. I żałowała... że nie widziała tego, co te drzewa, te stopnie i ławki, o których Cytadela już zapomniała. Kilka lat wcześniej obserwowała to miejsce z kimś bardzo przypadkowym. Tego też żałowała, choć on mówił, że poprzednia noc była wyjątkowa. I dla niej, ale tylko przez chwilę.On był wiatrem stanowiącym zaledwie mgnienie poprzednich wakacji, o którym dość łatwo zapomnieć. I dobrze. Bałagan w głowie nie jest nikomu potrzebny.

O nim i o niej

Myślał o niej i nie dawało mu to spokoju - drażniło, a momentami nawet męczyło, choć równocześnie nie chciał, by myśli te odeszły gdzieś poza obszar jego osobistych pragnień. Dotąd to kobiety pogrążały się w bagnie znaków zapytania, kiedy nie odbierał telefonów, nie oddzwaniał... Wiedziały o tym, że zwyczajnie nie chce, a jednak ułuda okazywała się czymś silniejszym od zdrowego rozsądku. Teraz on żył w tym stanie.
Chciał ją poznać, raz jeszcze poczuć słodycz barwy jej głosu, zobaczyć magię uśmiechu, a nie wiedział nawet jak ona ma na imię, gdzie konkretnie mieszka, kim jest, była, będzie... Zbyt dużo niewiadomych, ale nie dla niego... Usiadła na schodach przed antykwariatem. Zapaliła papierosa. Marlboro, niebieskie, miękka paczka, by było oldschoolowo. Paląc spoglądała w niebo. Uwielbiała jego obraz tuż przed zapadnięciem zmroku. Wydychając dym przesuwała chmury, dodawała im charakteru. Kiedy skończyła, chwyciła za smyki, bo mimo, iż to sax był jej miłością, skrzypce stanowiły coś w rodzaju uosobienia przyjaciela. To samotność sprawiła, że wypłakiwała się ze smutków muzyce. Nikogo nie dziwił już skrzypiący dźwięk unoszący się wieczorem z wnętrza antykwarialnej kamienicy. To ją określało. Zamykała oczy i grała, a w jednej chwili świat ulegał zamazaniu. Podobnie jak ona...