środa, 31 października 2012

Rozproszenie, do którego to stanu doprowadziło ją pojawienie się pana uroczego, opanowała dopiero po kwadransie. Całe szczęście, że sekwencje próbne tylko chwilami bazowały na smyczkach. W końcu jednak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej świadomość została wyłączona. Czas się zatrzymał, a rzeczywistość wokół przestała istnieć.  Była tylko muzyka.


****

W przerwie wyszła na papierosa przed gmach teatru. Nowym członkiem orkiestry zajęły się już dwie przedstawicielki płci pięknej, jeśli można by było je tak nazwać - Dorota, piekielnie zgrabna i zawsze przesadnie wymalowana wiolonczelistka z nieco wykrzywionymi zębami oraz Jola - rycząca czterdziestka o małych orzechowych oczach i włosach w tym samym kolorze, które zawsze splecione były w gruby, długi warkocz. Ciekawe, która pierwsza przynajmniej spróbuje  zaciągnąć go do łóżka - pomyślała z uśmiechem Klara. Raczej u żadnej to wyobrażenie się nie spełni, chociaż... kto wie? - konstruowała w głowie hipotetyczne przypadki nie ukrywając, że ma z tego niemały ubaw.

Tym razem usiadła na samym dole schodów. Wyciągnęła telefon. Przerwa trwała 15 minut, w związku z czym miała wystarczająco dużo czasu, by sprawdzić część płyty nowego Miuosha. Zamknęła oczy wydmuchując papierosowy dym. Dźwiękowa rzeczywistość pochłaniała ją z każdą sekundą. Coraz bardziej i bardziej... Do chwili, gdy znów poczuła ogarniające ją rozkojarzenie. Zapach proszku do prania, albo płynu do płukania tkanin, w każdym razie charakterystyczny zapach pewnej świeżości - oto jego przyczyna. Usiadł obok niej, jakby znali się już od dawna. Wyciągnął jedną ze słuchawek z jej ucha i zaczął nasłuchiwać. Otworzyła oczy. Nie spojrzał na nią, choć na jego twarzy widać było jakiś zawadiacki uśmiech.

piątek, 26 października 2012

Klara opowiada coś na brudno, ale musi trochę poćwiczyć :) w końcu niedawno się obudziła :)


Soboty, które były wolne od pracy w antykwariacie, Klara spędzała zazwyczaj w Teatrze Wielkim, gdzie dorabiała grą na skrzypcach w orkiestrze kameralnej. Nie przepadała za tą pracą - przede wszystkim ze względu na paskudną i zupełnie nieuzasadnioną wyniosłość niektórych muzyków, aktorów, a nawet bileterów. Może to była kwestia samego miejsca, a może po prostu mało prawdopodobnego, choć rzeczywistego zbiegu okoliczności, w którym na jednej przestrzeni doszło do skupienia kilkunastu parszywych istot? Trudno to rozstrzygać. Praca była jednak dobrze płatna, a Klara mimo, iż musiała nosić brzemię najmłodszej członkini orkiestry, równocześnie uważana była za skrzypaczkę nieprzeciętną, prawdziwy skarb tegoż zgrupowania. Trzymała się jednak z boku. Nigdy nie poszła na drinka z pozostałymi, choć niejednokrotnie próbowali ją do tego namówić. Nigdy nie skorzystała też z propozycji wspólnej kolacji. Trębacz i pianista od dawna walczyli choćby o cień jej zainteresowania. Bezskutecznie. Obojętność wobec zespołu z czasem stała się tak drażniąca dla niektórych członków, iż przestali próbować zawrzeć z nią jakikolwiek bliższy kontakt. Trudno.


****


Miała na sobie obcisłe, ciemne jeansy, koszulę w kolorową drobną kratę, białe trampki i granatowy prochowiec. Włosy niedbale związane w luźny kucyk opadały na lewe ramię. Pachniała kawą i balsamem malinowym. Tego dnia usłyszała budzik zbyt późno. Postanowiła nie jeść śniadania, by nie wysłuchiwać potem narzekań na jej brak poszanowania czasu innych ludzi. Po prostu spóźniłaby się na próbę. Kawa była zatem lepszym i szybszym rozwiązaniem. Poranny papieros idealnie się z nią komponował.


 *****

Przed gmachem teatru stanęła dokładnie na 8 minut przed czasem. Usiadła na wysokich schodach, zapaliła papierosa, odetchnęła głęboko mówiąc sobie w duchu, że jest wystarczająco silna, aby przeżyć kolejne 3 godziny z bandą ludzi, którzy trzymają wyżej uniesioną głowę, aniżeli potrafią wybić jakiś rytm. Myśli jednak bezwiednie zostały zwerbalizowane...

 - Są aż tacy źli? - usłyszała za plecami męski głos

Duże pełne ciepła i sympatii brązowe oczy - to pierwsze co zobaczyła, gdy gwałtownie wstając odwróciła się w stronę, z której dobiegł ją dźwięk drgań strun głosowych. Miał jakieś 190 cm wzrostu, szerokie ramiona i dołeczki w policzkach tworzące się na jego twarzy przy najmniejszym uśmiechu. Dodatkowego uroku - tak, on oczywiście wydał się Klarze uroczy - dodawała szara, stercząca czapka na styl narciarski.

 - Przepraszam - powiedziała czując, że z każdą sekundą jej policzki robią się coraz bardziej purpurowe - Za głośno rozmyślałam - odrzekła, po czym chwytając za futerał skrzypiec wbiegła do teatralnego budynku.

Ucieczka wydała jej się najlepszym rozwiązaniem.

 - Hej, poczekaj - słyszała jeszcze za plecami.

 Piec minut później stroiła już skrzypce tajemniczo uśmiechając się pod nosem. To było całkiem zabawne - myślała cofajac się do sceny z panem uroczym...

Zanim próba oficjalnie się rozpoczęła, dyrygent - Remigiusz Szukała zakomunikował zgromadzonym, że do orkiestry dołączy jeszcze jedna osoba - obiecujący saksofonista, za którego on osobiście ręczy. Już od miesiąca przygotowywał muzyków do tej zmiany przekonując jednak, że wszystko zależeć będzie od wewnętrznej komunikacji między nimi. Klara nie słuchała cukierkowych zachwalań Szukały. Mało ją to obchodziło. Stanęła na boku, by poćwiczyć gamy.

 - Klaro pozwól - usłyszała głos dyrygenta - Chciałbym wam wszystkim przedstawić naszego nowego kolegę - dodał.

Podeszła do skupiska na scenie. Wymieniła kilka spojrzeń z resztą grupy. I jeszcze to jedno. Z nim.

 - Filip Bargielski - powiedział Szukała - Od dziś zasili nasze brzmienie na saksie

Uśmiechnęła się nieśmiale, gdy ich spojrzenia spotkały się na dłużej. Odwzajemnił grymas nie mogąc przy tym oderwać wzroku od Klary. Pomyślała, że bez czapki wyglada jeszcze bardziej uroczo...