środa, 22 lipca 2009

Najsmutniejszy jest moment, w którym bliska osoba zarzuca ci, że jednym słowem - masz ją gdzieś. Że uważasz ją za zero, że nie pomagasz, że nie zapytasz, że cokolwiek... A ona przecież tak dużo dla ciebie zrobiła, a ty nie umiesz tego docenić. Być może pewni ludzie wiedzą co kryje się w głowach innych osób, ale ta bliska mi osoba zupełnie nie trafnie prześwietliła moją. Jej jest przykro, mi jest przykro i co dalej? Życie nie jest sprawiedliwe - tak mi powiedziała. Myślała, że o tym nie wiem, że żyje sobie w sielance, bez zmartwień i obaw o jutro, bo czymże są moje kłopoty wobec jej problemów? A przecież nie wolno porównywać ludzi, poprzez pryzmat tego ile czego mają lub nie mają, jakie szkoły ukończyli, albo nie. Dlaczego ona o tym nie wie?
Może ja faktycznie robię coś źle, może czegoś nie widzę, a coś innego przewartościowuje, może dużo w tym konflikcie mojej winy, tylko dlaczego nie usłyszę o niej wprost? o tym co z mojej strony jest nie tak? Czasem tak trudno zauważyć przecież właściwą stronę...

wtorek, 14 lipca 2009

good day

Pracuję. I jest to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się ostatnio przytrafiły. Tym bardziej, że piszę, spotykam się z ludźmi i nie muszę spędzać 8 godzin w jednym miejscu. Zostałam w zawodzie i choć na razie marne z tego będą pieniądze, jestem z siebie naprawdę bardzo dumna. Ostatnio czuję w sobie ogromne szczęscie - z miłosci, spełnienia, moze trochę ludzi obok brakuje, ale staram sie nadrabiać czas samotnikowania na siłę. Wierzę, że dobre czasy przyjaźni wrócą :)
MHH wyjdzie dopiero po wakacjach - takie właśnie są efekty czytelnictwa prasy muzycznej (czy raczej jego braku) w naszym kraju. To cholernie przygnębiające, no bo niby skąd wziąć siłe do wiary w muzykę, skoro nikt już nie wierzy. Być idealistą? marzycielem? czy po prostu głupcem? My - ludzie, dla których hip hop jest elementem serca zawsze będziemy pamiętać, czuć i oddychać tą kulturą, ale świat idzie przecież do przodu, kolejne pokolenia słuchaczy dorastają, rodzą się jakieś dzikie nurty muzyczne. I tak sobie myślę - co dziś ma być powinnością dziennikarza? zmuszanie? przekonywanie do kochania czarnych, tłustych brzmień? A z drugiej strony ile razy serce ma pękać z powodu obojętności potencjalnego odbiorcy?
Ja wierzę, że hip hop się obroni. Boję się tylko, jak bardzo w czasie tej obrony się zmieni i ile ofiar poniesie...

czwartek, 9 lipca 2009

BAJKI

Obejrzałam dziś "Alicję w Krainie Czarów", starą przepiękną diney'owską opowiastkę o obawie przed uciekającym czasem. I pomyślałam sobie, że to zadziwiające jak wytwory popkultury starsze od nas samych, a nawet od naszych rodziców nadal potrafią wywoływać tak szczere emocje i wzruszać swoją mądrością. Swoją drogą mam taką teorię odnośnie autorów bajek, którzy stworzyli i nadal tworzą wszystkie te dzieła nie po to, by opowiadać dzieciom w prostej formie o rzeczach ważnych, zapewniając im tym samym rozrywkę, lecz po to, by samemu starać się zrozumieć to, czego się obawiają, przed czym uciekają lub do czego chcieliby wrócic. Dorośli nie chcą być przecież dorosłymi, każdy boi się upływu czasu, zaś kolorowe, zabawne, a tym samym nierealne postaci choć przez chwilę pozwalają nam poczuć ulgę w świecie ciągłego strachu.
Wracajac do "Alicji..." - naprawdę trudno jest mi wyobrazić sobie zrozumienie tej historii ze strony dziecka. Dużo tu filozofii, dużo przećpanych motywów z negatywnym wydźwiękiem, a jednak oszalałam przez prawdę tu zawartą.... uwierzycie? Miło jest znajdywać dziś prawdę, nawet taką, po której nie czujemy się wcale lepiej...

środa, 8 lipca 2009

FOREIGN EXCHANGE

Duet Phonte i Nicolay'a jest z mojej strony potwierdzeniem tego, że muzyka nie ma prawa się znudzić :)
Od roku 2004, kiedy to pierwszy wspólny projekt Foreign Exchange zatytułowany "Connected" ujrzał światło dzienne, moje muzyczne serce i głowa zadłużona jest po uszy w obu tych panach. I nie ma tutaj co rozdzielać takiej perełki na warstwy dźwiękowe i liryczne, gdyż obie są genialne i rzeczywiście trudno było by mi wyobrazić sobie bardziej idealne połączenie mądrego rapu z subtelnym jazz-soulem w tak nie banalnych aranżacjach.
Całkiem niedawno dorwałam wersje koncertową wariacji pierwszej, jak i drugiej płyty tego duetu - "Leave It All Behind" (która tak na marginesie jest dużo bardziej spokojniejsza i dość wyraźnie odchodząca od rapu na rzecz nu-soulu, co zresztą wyśmienicie panom Nicolay'owi i Phonte się udaje, dzięki czemu - idąc dalej - szczerze uważam ją za najlepszy album roku 2008). Ale wracając do rzeczy... kiedy dźwięki mistrzowskiego Foreign Exchange w wersji koncertowej po raz pierwszy wypełniły moją nutową rzeczywistość, nie dość, że znów oszalałam przez muzykę, to moim ogromnym marzeniem stał się taki właśnie kameralny koncert Nicolay'a i Phonte (poproszę o to Świętego Mikołaja :)) A, że dość rzadko dzisiaj muzyka potrafi tak oczarowywać (NIESTETY!) postanowiłam się podzielić z tymi czarami :)

(bo pocałunków z muzyką nigdy za wiele)

Zatem... A Meg's joint