środa, 8 lipca 2009

FOREIGN EXCHANGE

Duet Phonte i Nicolay'a jest z mojej strony potwierdzeniem tego, że muzyka nie ma prawa się znudzić :)
Od roku 2004, kiedy to pierwszy wspólny projekt Foreign Exchange zatytułowany "Connected" ujrzał światło dzienne, moje muzyczne serce i głowa zadłużona jest po uszy w obu tych panach. I nie ma tutaj co rozdzielać takiej perełki na warstwy dźwiękowe i liryczne, gdyż obie są genialne i rzeczywiście trudno było by mi wyobrazić sobie bardziej idealne połączenie mądrego rapu z subtelnym jazz-soulem w tak nie banalnych aranżacjach.
Całkiem niedawno dorwałam wersje koncertową wariacji pierwszej, jak i drugiej płyty tego duetu - "Leave It All Behind" (która tak na marginesie jest dużo bardziej spokojniejsza i dość wyraźnie odchodząca od rapu na rzecz nu-soulu, co zresztą wyśmienicie panom Nicolay'owi i Phonte się udaje, dzięki czemu - idąc dalej - szczerze uważam ją za najlepszy album roku 2008). Ale wracając do rzeczy... kiedy dźwięki mistrzowskiego Foreign Exchange w wersji koncertowej po raz pierwszy wypełniły moją nutową rzeczywistość, nie dość, że znów oszalałam przez muzykę, to moim ogromnym marzeniem stał się taki właśnie kameralny koncert Nicolay'a i Phonte (poproszę o to Świętego Mikołaja :)) A, że dość rzadko dzisiaj muzyka potrafi tak oczarowywać (NIESTETY!) postanowiłam się podzielić z tymi czarami :)

(bo pocałunków z muzyką nigdy za wiele)

Zatem... A Meg's joint



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz