Życie z osobą uzależnioną, jest jak przebywanie w komorze gazowej, którą jakiś nazista bawi się w zależności od pogody. Włącza gaz, potem wyłącza i znów włącza, tym razem na dłużej, albo krócej, uzasadnienie nie musi mieć sensu. Po prostu umierasz, jak banalnie by to nie zabrzmiało. Trwa to zazwyczaj całe życie, albo przynajmniej okres wspólnego współżycia, czyli prawie cały okres twojej egzystencji. Najpierw umiera serce, potem głowa wraz z nadzieją na zmianę, na końcu wreszcie dusza, pozostaje tylko ciało...
Boje się, że moja śmierć jest bardzo blisko
Ill Clinton – Gun Powder Cologne (2026)
1 dzień temu

kiedyś sądziłem, iż już dawno przestałem istnieć...
OdpowiedzUsuńkażdy kolejny dzień stawał się coraz większym dramatem
bolał o tyle, że żyłem w przekonaniu bezużyteczności...
każdy fragment mego umysłu oszukiwał mą świadomość potrzeby Światu
nie potrafię wytłumaczyć jakie wydarzenie było inicjacją przełomu...
nagle na nowo poznałem każdy kolor, każdy ruch
po wielu tygodniach przekonałem się, iż to wszystko, to całe otoczenie jest identyczne jak lata temu
nic się nie zmieniło
metamorfoza nastąpiła we mnie wyłącznie...
myślę, że zatracamy w sobie wizję prawdziwości...
żądamy różowych okularów i pełni lata ciągłego
osoba towarzysząca niech uświadamia realia,
niech nie hamuje popędów
gra zespołowa jest najskuteczniejszą bronią społeczeństwa
najbardziej zatraconą jednocześnie...
Im jesteśmy starsi tym wszystko jest już zupełnie inne...każdy z nas jeszcze 5-10 lat temu żył marzeniami, które podobno miały się spełnić w teraźniejszości a jakoś zmieniły bieg realizacji...czasami nie doceniamy tego co mamy...może za bardzo idealni chcemy być...hard life!!!Trzymaj się i nie umieraj!
OdpowiedzUsuń