czwartek, 10 września 2009

umieranie

Życie z osobą uzależnioną, jest jak przebywanie w komorze gazowej, którą jakiś nazista bawi się w zależności od pogody. Włącza gaz, potem wyłącza i znów włącza, tym razem na dłużej, albo krócej, uzasadnienie nie musi mieć sensu. Po prostu umierasz, jak banalnie by to nie zabrzmiało. Trwa to zazwyczaj całe życie, albo przynajmniej okres wspólnego współżycia, czyli prawie cały okres twojej egzystencji. Najpierw umiera serce, potem głowa wraz z nadzieją na zmianę, na końcu wreszcie dusza, pozostaje tylko ciało...
Boje się, że moja śmierć jest bardzo blisko

2 komentarze:

  1. kiedyś sądziłem, iż już dawno przestałem istnieć...
    każdy kolejny dzień stawał się coraz większym dramatem
    bolał o tyle, że żyłem w przekonaniu bezużyteczności...
    każdy fragment mego umysłu oszukiwał mą świadomość potrzeby Światu

    nie potrafię wytłumaczyć jakie wydarzenie było inicjacją przełomu...
    nagle na nowo poznałem każdy kolor, każdy ruch

    po wielu tygodniach przekonałem się, iż to wszystko, to całe otoczenie jest identyczne jak lata temu
    nic się nie zmieniło

    metamorfoza nastąpiła we mnie wyłącznie...
    myślę, że zatracamy w sobie wizję prawdziwości...
    żądamy różowych okularów i pełni lata ciągłego

    osoba towarzysząca niech uświadamia realia,
    niech nie hamuje popędów

    gra zespołowa jest najskuteczniejszą bronią społeczeństwa
    najbardziej zatraconą jednocześnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Im jesteśmy starsi tym wszystko jest już zupełnie inne...każdy z nas jeszcze 5-10 lat temu żył marzeniami, które podobno miały się spełnić w teraźniejszości a jakoś zmieniły bieg realizacji...czasami nie doceniamy tego co mamy...może za bardzo idealni chcemy być...hard life!!!Trzymaj się i nie umieraj!

    OdpowiedzUsuń