czwartek, 29 października 2009

...

Tęsknię za Poznaniem za dnia. Za tramwajami, hałasem i tym specyficznym zapachem miasta. Za miejscami, w których rok temu jeszcze mieszkałam, które mijałam w drodze do szkoły lub gdy z niej wracałam. Zawsze miałam gdzie pójść, usiąść, poczytać książkę. Nigdy nie byłam sama. Było miasto. Życie wydawało się wtedy jakieś łatwiejsze, milsze, ludzie byli bliżsi. Dziś nie potrafię się już nie martwić, nie narzekać, nie smucić drobnostkami.
Zapominam o muzyce. Nie mam na nią czasu. To przykre. Zawodzę siebie każdego dnia, tylko czasem czuję prawdziwe zadowolenie. Nie wiem co robić, naprawdę nie wiem...

wtorek, 20 października 2009

Obejrzałam w ten weekend dwa bardzo dobre filmy, choć w zasadzie nie - obejrzałam 2 przegenialne twory amerykańskiej kinematografii.
Po pierwsze "Wrogowie Publiczni", po których popłakałam się jak dziecko. Naprawdę dawno już żaden film nie zrobił na mnie tak ogromnego wrażenia. Historia jednego z największych przestępców minionego wieku, Johna Dillingera opowiedziana w tak zaskakujący, ciekawy sposób. Rzecz jasna nie obyło się bez pościgów i strzelanin. W końcu o to chodziło w Chicago lat 30. Jednak oglądając powalajacego wprost na kolana Johnnego Deppa chciało się stanąć gdzieś obok niego. Zepełnie jakby tamten świat miał w sobie o wiele więcej klasy i smaku niż czas, w którym dziś żyjemy. A przynajmniej tą klasę mieli ówcześni rabusie, który w eleganckich garniturach, stylowych kapeluszach i drogich płaszczach na kozaku wchodzili do banku nie dając nikomu szansy na ich powstrzymanie. Damn! Naprawdę chciałabym tam wtedy być. No i wątek miłosny jak z bajki, choś równocześnie jak najbardziej prawdziwy. Cały czas myślałam sobie, że taka miłość się nie zdarza, że przecież nie można tak kogoś kochać, a przynajmniej nie tak bardzo. A jednak... Michael Mann po raz kolejny pokazał, że filmy w jego wykonaniu to dzieła mądre i zabawne zarazem, ciekawe w fabule, atrakcyjne w formie wizualnej, przede wszystkim jednak - ważne społecznie. Jeśli tylko będą wyświetlać "Wrogów Publicznych" w moim małym, prowincjonalnym kinie, muszę to zobaczyć. Wierzę, że magia ekranu nada mu jeszcze więcej klasy...

Po drugie "Watchman", czyli jak dla mnie geniusz komiksu. No po prostu kurwa geniusz. Bardzo brudny, ponury, z dość pesymistyczną wizją społeczeństwa, przez co niesamowicie szczery, autentyczny. Film stawia mnóstwo pytań moralnych, mówi o kwestiach człowieczeństwa i zezwierzęceniu ludzi. Wydaje się być tak prawdziwy, że cały czas myślę jego kategoriami. Niewiele obrazów to potrafi... Poza tym znalazłam tu swojego nowego ulubieńca komiksowego
-

poniedziałek, 5 października 2009

ZWIĄZKI

Często ostatnio myślę o tym, co łączy ludzi ze sobą. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj tylko o związki damsko - męskie, ale ogólne korelacje. Jaka jest bowiem szansa na to, że ktoś może cię zrozumieć. Ktoś może pomóc. Powiedzieć coś miłego. Coraz mniej w ludziach grzeczności i szacunku do drugiego człowieka, a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Każdy stoi przy swoim. I dba o swoje. A drugi człowiek jest jak gwiazda w zupełnie innym układzie planetarnym.
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie mam przyjaciół, rzecz jasna oprócz Szu, który jest dla mnie kilkoma postaciami związkowymi w jednym. Dużo w tym mojej winy, to zrozumiałe. Gdy ktoś zawiedzie wyrzucam go z życia, albo przynajmniej diametralnie zmieniam do tej osoby swój stosunek. Nie umiem nie pamiętać. Paradoksalnie - bardzo brakuje mi ludzi, którzy byli kiedyś. Tęsknię za tym zaangażowaniem i rozmową o niczym. Za przeświadczeniem, że jest ktoś, kto chce z tobą być, nawet jeśli bycie ma polegać na milczeniu.
Zasadnicze pytanie brzmi jednak - czy kiedykolwiek będę umiała jeszcze być z kimś w takim związku, jakim jest przyjaźń albo przynajmniej bardzo dobre koleżeństwo? Potraficie mi na nie odpowiedzieć?