sobota, 31 lipca 2010

Polański, redakcja i inne sprawy

Tak sobie myślę, że Polańskiego można albo kochać, albo nienawidzić. Nie ma żadnych stanów pośrednich. Ja bezsprzecznie należę do tej pierwszej grupy - od zawsze. A w zasadzie od momentu, gdy przeczytałam jego autobiografię, jeszcze jako mała dziewczynka. I wracam do niej co roku w wakacje. To chyba jedna z najbardziej fascynujących książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam - a uwierzcie sporo prześledzonych stronic mam na swoim koncie. Potem śledziłam jego filmografie i tu zaczęła się prawdziwa, wieloletnia miłość do niego, jako artysty, z której jestem naprawdę bardzo dumna, przede wszystkim jako Polka. I rzeczywiście coś w tym jest, że aby zrozumieć czyjeś dzieło, trzeba choć trochę poznać tego kogoś - wczuć się w jego życie i rozmaite zawiłości z nim związane. Dla mnie to prawdziwy fenomen, że chłopiec, którego matkę zagazowano w Oświęcimiu i którego ojciec w pewnym momencie się go wyparł, miał w sobie na tyle dużo odwagi, próżności i pewności siebie zarazem, by dziś mogła go podziwiać połowa ludzkości. Nie chce się wdawać w te wszystkie historie miłosne tworzące otoczkę jego osoby. Każdy ma na to swój własny pogląd i niech tak zostanie. Dla mnie Roman Polański jest mistrzem, po prostu. I wiem, że gdy odejdzie, przeżyję chyba jakieś załamanie... Ale mniejsza o mnie.
W zeszłym tygodniu obejrzałam jego najnowszy film - z poślizgiem, bo z poślizgiem, ale obejrzałam. I znów wmurowało mnie w ścianę. Ghostwriter, to mroczna i pełna niepewności historia, która rzeczywiście rozwiązuje się dopiero w ostatniej minucie. Niby wszystko jest jasne, historia rozwiązana, a tu bomba z nieba i wszystko wykręca się do góry nogami. Taki to Polański. Jedyne, czego zabrakło w tej ruchomo - obrazowej opowieści, to muzyka. Słusznie zresztą mówi się, że po śmierci Komedy filmy Romka nie działały już aż tak na emocje widza. Coś w tym jest, choć Pianista stanowi jak gdyby wyjątek od reguły. Według jakiś plotek, przecieków, czy jak to tam się zwie - Polański ma w planach hita nad hitami i jak Boga kocham, gdy to obejrzę - mogę już umrzeć. Mistrz i Małgorzata. Tak, tak... Romek nie chwytał by się przecież zwykłej opowieści. Oby tylko te wszystkie sex afery i wywoływanie skandalu na siłę nie zniszczyły jego artystycznych zamiarów. Ja tego nie przeżyję....

Od 3 tygodni mam nowego redaktora prowadzącego. Krzyś przeszedł do Międzychodu, a ja ryczałam jak bóbr, gdy się o tym dowiedziałam. Może to przyzwyczajenie, a może po prostu - nich to zabrzmi banalnie - zwykłe zrozumienie, które nas wiązało, wiąże. Trudno jest bez niego. Trudno mi myśleć o pracy bez niego. Dokładnie rok temu się poznaliśmy, a ja dziś nie wyobrażam sobie braku jego optymizmu gdzieś obok... Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że od 3 tygodni wzrasta nam sprzedaż - nie dużo, ale jednak. Mam większy wpływ na kształt gazety, jej zawartość i układ. Jednocześnie przybyło więcej obowiązków, ale też i więcej już potrafię. Z dnia na dzień chyba coraz bardziej lubię redakcję. Lubię tych ludzi i jakąś zabawną atmosferę, która wypełnia pomieszczenie kamienicy. Z drugiej strony na pewno o wiele częściej się wkurwiam - pracy jest dużo, a my nie potrafimy jeszcze doścignąć organizacji Krzysztofa. Pytanie: czy kiedykolwiek będziemy potrafili?

Cały czas obawiam się o pieniądze. Czasem nie mogę nawet przez to spać. Na dodatek mama wymyśliła remont mojego pokoju. Gaba idzie do szkoły, Mati kończy 18 lat, a mnie wszystko w środku boli, że nie mogę dać im zbyt wiele. To coś naprawdę strasznego... Czy jutro będzie lepiej?

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. międzychód to moje powiatowe miasto i wiem, iż są tam niezbędne zdolne, kreatywne osob, by miejscowość mogła się rozwijać. tak więc w Twoim niefarcie ja upatruję korzyść. kurde, w sumie niechlubnie na tym polega filozofia obecnego Świata, by jeden się cieszył drugi musi stracić. prawdopodobnie ucieszyłem ostatnio kilku...
    co do pracy Twej, uważam, iż jeśli człowiek ma się rozwijać powinien być obciążany zwiększoną ilością obowiązków i zobowiązań. jesteś zdolną dziewczyną, wiemy to, głęboka woda najlepiej kształci, autopsja.
    kwestia najpoważniejsza, można różnie do tego podejść. wyrywać włosy, śledzić kolejne oferty bankowe teoretyzując możliwości. można, niczym Tomasz Adamczyk z Pieniądze to nie wszystko, stanąć z boku posługując się wyłącznie nieskazitelnym spokojem i długoterminowo dopiąć celu wyznaczonego. wiem oczywiście, że to nie łatwe. zbliżający się mój ślub z weselem, choć skromnym, doprowadza mnie do załamania w kwestii finansów rzecz jasna, ale Ona wciąż mnie uspokaja. sądzę, że jest to najlepsza metoda. nie złość pożądania kierującą do rozczarowań, tylko zdrowy umysł i powolne, cegiełka po cegiełce, realizowanie najrozsądniejszego planu

    pozdrawiam Magdaleno

    OdpowiedzUsuń