niedziela, 25 lipca 2010

Ludzie

Dużo ostatnio myślę o tym, jaki wpływ mają na nas inni ludzie i jak bardzo potrafimy się od nich uzależnić, nawet jeśli nie wiążemy z nimi miłych wspomnień. Szczerze powiedziawszy - nie wierzę w te wszystkie syndromy i problemy wewnętrzne na skutek jakiś doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego - no chyba, że chodzi o molestowanie lub fizyczne znęcanie się nad kimś. Myślę, że słabi ludzie lubią się tym po prostu zasłaniać, by jednocześnie móc usprawiedliwić popełniane błędy. Ja wierzę w ludzi - w ich siłę i geniusz - wierzę w to, że nadal po Ziemi chodzą takie jednostki, które pomimo wszelkich krzywd i wewnętrznych ciosów - potrafią zadziwiać świat - i to jeszcze jak! Jestem DDA, rodzice nigdy się mną zbytnio nie interesowali, ale to chyba raczej wina mojego zamknięcia w sobie, niż paskudnej ignorancji. Niewiele o sobie wiemy - oni o mnie, ja o nich, i co z tego? Tata pił i pije, wstyd mi za to i bardzo mnie to boli, ale nie zamierzam nikogo obwiniać o to, że przez niego stałam się taka, czy taka - że winię się za wszystko i nie jestem pewna siebie - bo to tylko i wyłącznie moja wina. Tak sądzę, choć oczywiście dużo prościej jest zepchnąć wszelką winę na innych. Do cholery! zamiast się nad sobą użalać, lepiej powiedzieć sobie, że trzeba być silnym i mieć najlepszego przyjaciela w samym sobie. Nie wolno przecież ranić drugiej osoby, a przy tym i siebie tylko dlatego, że w głowie pojawiają się jakieś lęki przed czymś tam - zaangażowaniem, miłością itd. Każdy człowiek dostaje od życia własne serce, głowę i wolną wolę i to tylko od tych składników zależy jak pokierujemy swoim istnieniem, a nie od syndromu matki, czy ojca. To przecież niedorzeczne - bo w końcu ile osób tak naprawdę wychowuje się bez patologii? I ile wśród nich jest/było genialnych umysłów? Psychologia może mówić swoje i rzecz jasna szanuję zdanie innych, ale znając pewne sytuacje z autopsji, czy z bezpośredniego doświadczenia, jestem zwyczajnie przekonana, że te wszelakie teorie odnośnie wspomnień z dzieciństwa, które ciągną się za człowiekiem przez całe życie, to jedynie marne usprawiedliwienie wszelkich potknięć i błędnie podejmowanych decyzji. Tak myślę...

A tak przy okazji- znienawidzony przez wszystkich mój osobisty geniusz - Roman Polański (żywy dowód na to, że z okrutnymi wspomnieniami z dzieciństwa można sobie poradzić), dziś znów sprawił, że mogłam powiedzieć sobie w duchu: to reżyser najwyżej klasy. Ale to tym napiszę już jutro...

Z dedykacją na jutro:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz