sobota, 6 marca 2010

MAYER HAWTHORNE




Miazga. Inaczej tego nazwać nie można. Pół roku temu dostałam zlinkowaną płytę "A Strange Arrangement" , do której początkowo podchodziłam bardzo sceptycznie. Z każdym dniem jednak coraz bardziej się do niej przekonywałam, jak również do jej autora. Przełom nastąpił wczoraj, gdy moje piwne oczy wykręciły się w drugą stronę po obejrzeniu jednego z klipów i opowieści pana Mayera o jego ulubionym krążku. Slam Village. To mówi samo za siebie. Zresztą... posłuchajcie sami. Soul pierwszej klasy. Hip hopu co prawda tu nie znajdziecie, ale nuty, w których się zakochacie - owszem...
Sam artysta jest bardzo ciekawą postacią z niewątpliwym pomysłem na siebie. Producent, aranżer, a przez przypadek i wokalista. Sposób w jaki mówi o płytach powala na kolana. Jak i jego pozytywne fluidy. No zwyczajnie nie da się go nie lubić. Geniusz, kurwa, geniusz!!!




Mayer Hawthorne "A Strange Arrangement"

piątek, 5 marca 2010

SZALEŃSTWO

Nie napiszę nic konstruktywnego, bo zwyczajnie oszalałam. To znaczy oszalałam już dawno, ale dziś szaleństwo muzyczne osiągnęło zenitu. Mayer Hawthorne - i wszystko jasne. Kiedy jakieś pół roku temu usłyszałam jego płytkę, pomyślałam: fajna rzecz. Dopiero dziś zobaczyłam klip - to był ten klip, który już na zawsze pozostanie w pamięci, który będzie wam się śnił, zaś jego wspomnienie sprawi, że będziecie się ciągle uśmiechać. Jutro wrzucę całą płytę do ściągnięcia i napiszę coś bardziej konkretnego. Dziś szaleje...

wtorek, 2 marca 2010

dywagacje

Jeśli macie pod ręką jakiś album Billie Holiday włączcie go teraz do dobrego sprzętu grającego (bo tylko na takim można odtwarzać rzeczy wyjątkowe). Zamknijcie oczy jeszcze zanim usłyszycie pierwszy dźwięk. Zgrzeszcie prawdziwym oddechem. Zapewne po chwili się uśmiechniecie, pomyślicie o spokoju. Wyobraźcie sobie wtedy zadymiony klub w Nowym Orleanie lat dwudziestych, przepełniony spracowanymi Afro – Amerykanami, szczerze miłującymi energię błękitnych nut. Poczujcie tą specyficzną mieszaninę zapachów, łączących w swym szaleństwie aromat tanich papierosów, dobrej wódki i perfum kobiet, których dziś się już nie spotyka.
Pozwólcie muzyce na pocałunek. Choć ten jeden, jedyny raz naprawdę bądźcie z nią sam na sam. Jakby była to jedyna rzecz, która nigdy nie straci swojego znaczenia. To największa próżność, jaką człowiek mógł stworzyć. Nie pieniądze i wszystko, co można za nie kupić. Nie seks, od którego uzależnienie trwa mniej niż jedną noc. Ale muzyka. Połączenie dźwięków ze słowami. Emocje. Bo tylko to, co jest naprawdę twoje i naprawdę wolne sprawia, że możesz patrzeć z góry na cały świat w pewnych kategoriach tego życia.
Dźwięk jest jak uśmiech. Pojawia się nagle, nie wiadomo skąd. Po prostu jest i sprawia nie małą przyjemność. Kiedy dopiero co poznajesz ten świat myślisz, że spotkania z muzyką, to zwyczajnie miła przygoda. Ale potem z niektórymi dźwiękami się zaprzyjaźniasz. Lubisz z nimi rozmawiać. I wracać do nich. Lubisz, kiedy są obok - gdy się budzisz, zasypiasz, kiedy płaczesz lub chcesz zatrzymać chwilę. Aż któregoś dnia zdajesz sobie sprawę, że to jedna z najcenniejszych i najważniejszych rzeczy, które tworzą twoją historię. Wtedy wiesz już, że to miłość.
Czasem zdarza ci się nienawidzić dźwięk, bo zmienia się za szybko, zbyt mocno i z pewnością nie na lepsze. Wybiera złą drogę. Tęsknisz wówczas niewyobrażalnie. Ale szepczesz nutom: Poczekam... wiem, że każdy czasem zbacza. Więc czekasz. Aż w końcu przychodzi taki moment - taka rozmowa z muzyką, kiedy chcesz się z nią całować nieustannie... Jesteś tylko ty i ona...
Potem pojawiają się i ludzie, którzy czują podobnie. Co prawda nie ma ich wielu, ale nie o ilość lecz zrozumienie tu chodzi. Umiesz się z nimi śmiać, to bardzo ważne.
Zresztą... trafienie na te odpowiednie osoby niekiedy zajmuje naprawdę dużo czasu. Nic na to nie poradzisz, tak po prostu jest. Kiedy jednak obok ciebie pojawi się choć jedna osoba, z którą rozmowa o czymkolwiek stanie się tak pociągająca, że będziesz chciał to robić ciągle. I co ważniejsze, będzie to ktoś, kto dobrze zna twoje ukochane dźwięki, nawet jeśli tymi dźwiękami jest melodia ciszy - będziesz wiedział, że znalazłeś w niej część siebie... I, że nie tylko to jaki jesteś, lecz również to, co robisz - rozumie ktoś jeszcze - ktoś, kto podaje ci rękę, chce wymieniać z tobą litery. Potrafi powiedzieć ci prawdę i zawsze krzyknie: nie poddawaj się. Ktoś, kto nie jest tylko jedną osobą... jest ich wiele, choć nie chcesz w to wierzyć.

Nowa płyta Ostrego zupełnie nie powaliła mnie na kolana. Wiedziałam o tym jeszcze zanim wrzuciłam ją do winampa. A szkoda, bo chyba cała Polska czekała na tą produkcję. Brakuje tu oddechu. Hip hop Adama dusi się w formie - zarówno lirycznej, jak i brzmieniowej. Zwyczajnie nie chce mi sie tego słuchać...


Z beczki pt.Zapomniane, czyli fragment książki, której zapewne nigdy nie skończę...

Gdyby świat nie powstał. I jeśli pojęcie historii, czy pamięci by nie istniało. Gdyby nie spotkanie moich rodziców. I ich niemożność życia w czymś realnie normalnym, jak dom. Gdyby nie przypadek. I gdyby nie ja. Gdyby nie ten ogromny smutek i paskudna melancholia wypełniająca moją psychikę. Gdyby nie Felix, w którym zobaczyłam siebie. Gdyby nie to, że odszedł. Gdyby nie złość. I znów smutek. Gdyby nie teatr mojej wyobraźni. Gdyby nie ty, czytający w tej chwili, jeśli rozumiesz...