Kiedy, jak zawsze po próbie, przecinała swoimi krokami ulicę Fredry, pierwszy raz od dawna pomyślała, by zmienić scenariusz zdarzeń. Coś w głowie szeptało, że nie musi przecież znów obchodzić fontanny, siadać po jej przeciwległej stronie, by widzieć przed sobą budynek Teatru Wielkiego i siłą rzeczy rozmyślać o Dzielnicy Cesarskiej. Była niezależna. Myślała samodzielnie. I robiła to, na co miała ochotę, ale pewne elementy jej życia podporządkowane były stałym sekwencjom tych samych sytuacji i zachowań. Lubiła je... do tej chwili. Oparła się o boczną konstrukcję zejścia prowadzącego do fontanny. Kilku chłopaków na BMXach walczyło z grawitacją. Uśmiechnęła się do jednego z nich i podniosła rękę w geście pozdrowienia. Znali się z widzenia, kilku rozmów. Nie tylko ona czasem żyła rutyną.
- Cześć pani muzyk -chłopak na chwilę przerwał swoje ewolucje, odstawił rower i w kilka sekund później znalazł się obok Klary - Myślałem, że już cię tu dziś nie zobaczę.
- Próba nam się trochę przeciągnęła - odrzekła.
- Jak poszło? - zapytał
- Banda nudziarzy grająca dobre gówno - wiesz, sobota jak sobota - odrzekła
- Marnujesz się tutaj - powiedział spoglądając na budynek teatru.
- Czyżby? - Klara odruchowo wbiła wzrok w ziemię. Robiła tak za każdym razem, kiedy docierało do niej, że odbiera komplementy.
- Chciałbym cię usłyszeć kiedyś w klimacie jakiegoś zadymionego pubu jak grasz jazz - jego słowa przepełnione były pewnością i nutką podziwu wobec dziewczyny. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- No co ? - uśmiechnął się - Myślisz, że jak jestem riderem to muszę słuchać tylko punk rock'a, czy co?
- Lubię jazz. Nawet bardzo - odparła
- Słuchaj... mam propozycję. Ale nie odbieraj tego, jak taniego podrywu. Dziś wieczorem w Blue Note grają moi znajomi w ramach studenckich hołdów dla Komedy. Wlot za free. Może coś cię natchnie - chwycił jej rękę i delikatnie ucałował. Uśmiech nie schodził z jego twarzy - Koncert zaczyna się o dwudziestej. Pewnie nie będzie tłumów. Nie wyglądasz na kogoś, kto je lubi. Wystarczy, że przyjdziesz - pomachał jej na pożegnanie i wrócił do kompanów od grawitacyjnych bojów.
W pierwszej chwili chciała uciec, przefarbować włosy i sprawić sobie aparat na zęby, by nigdy nie zostać już przez niego rozpoznaną. Nie pamiętała nawet, jak on ma na imię. Myśl trwała kilka sekund. A później w duchu powiedziała sobie z niepotrzebnym zawstydzeniem: do zobaczenia...
- Cześć pani muzyk -chłopak na chwilę przerwał swoje ewolucje, odstawił rower i w kilka sekund później znalazł się obok Klary - Myślałem, że już cię tu dziś nie zobaczę.
- Próba nam się trochę przeciągnęła - odrzekła.
- Jak poszło? - zapytał
- Banda nudziarzy grająca dobre gówno - wiesz, sobota jak sobota - odrzekła
- Marnujesz się tutaj - powiedział spoglądając na budynek teatru.
- Czyżby? - Klara odruchowo wbiła wzrok w ziemię. Robiła tak za każdym razem, kiedy docierało do niej, że odbiera komplementy.
- Chciałbym cię usłyszeć kiedyś w klimacie jakiegoś zadymionego pubu jak grasz jazz - jego słowa przepełnione były pewnością i nutką podziwu wobec dziewczyny. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- No co ? - uśmiechnął się - Myślisz, że jak jestem riderem to muszę słuchać tylko punk rock'a, czy co?
- Lubię jazz. Nawet bardzo - odparła
- Słuchaj... mam propozycję. Ale nie odbieraj tego, jak taniego podrywu. Dziś wieczorem w Blue Note grają moi znajomi w ramach studenckich hołdów dla Komedy. Wlot za free. Może coś cię natchnie - chwycił jej rękę i delikatnie ucałował. Uśmiech nie schodził z jego twarzy - Koncert zaczyna się o dwudziestej. Pewnie nie będzie tłumów. Nie wyglądasz na kogoś, kto je lubi. Wystarczy, że przyjdziesz - pomachał jej na pożegnanie i wrócił do kompanów od grawitacyjnych bojów.
W pierwszej chwili chciała uciec, przefarbować włosy i sprawić sobie aparat na zęby, by nigdy nie zostać już przez niego rozpoznaną. Nie pamiętała nawet, jak on ma na imię. Myśl trwała kilka sekund. A później w duchu powiedziała sobie z niepotrzebnym zawstydzeniem: do zobaczenia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz