poniedziałek, 26 stycznia 2015

zima

Wierzyła w to, że kiedy pada śnieg, pierwszy raz od dłuższego czasu, człowiek powinien wypowiedzieć życzenie. To takie zimowe zdmuchnięcie świeczek na urodzinowym torcie, w które mało kto wierzy. A jednak symbole pełne są duchowej siły - do tego stopnia, że prawdziwie zaczyna się im ufać. Spojrzała więc w niebo, na którym rozstrzelono białe płaty przypominające ogromne wiórki kokosowe, nie zastanawiała się długo. Aby wszystko było łatwiejsze - pomyślała. Tak, po prostu, łatwiejsze...


Zamykając oczy znów poczuła dotyk jego dłoni na nagich plecach. Parę lat wcześniej emocje, którymi nasiąknięte były opuszki jego palców, napisały na nich niewidzialnym tuszem słowo. Wkrótce wpełzło ono pod skórę, wryło się w kości, dotarło do krwiobiegu. Chciała, aby zostało w niej już na zawsze. On niestety nie był tego pewien, niekiedy wątpił, niekiedy może nieświadomie, ale jednak... choć parę lat wcześniej za pomocą tego niewidzialnego tuszu wyznał jej miłość.
Teraz już go nie było

poniedziałek, 19 stycznia 2015

dwa

Gdy zostawał na noc, w czasie snu bezwiednie chwytała jego dłoń. Nie wiedziała dlaczego. Czuła przecież, że jest, w pokoju wciąż unosił się zapach pragnienia dwóch ciał. Niekiedy budziła się, by spojrzeć na jego spokojną twarz, poobserwować ruch klatki piersiowej z jakąś dziwną, nieuzasadnioną obawą, że serce bijące obok nagle może się zatrzymać. Zadawała sobie wtedy mnóstwo pytań, na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Czy można czuć coś głębokiego do dwóch mężczyzn jednocześnie? Czy można napisać dwa różne scenariusze przyszłości? I znów nie wiedziała. 

środa, 14 stycznia 2015

Pewnie było w niej za dużo smutku i wspomnień, by umiała naprawdę cieszyć się życiem. Lubiła się śmiać, choć często robiła to na siłę. Próbowała czasem na siłę żyć. Była samotnikiem, dystansowała się do ludzi. Kiedyś za dużo osób napluło jej w twarz. A dla ludzi honorowych zapomnienie paradoksalnie jest czymś abstrakcyjnym. Znieczulica nie zawsze jej wychodziła. Niestety. Tak byłoby przecież najłatwiej. Gdyby człowiek umiał wyłączyć uczucia. Klarze czasem się to udawało.

sobota, 22 marca 2014

Szczegóły

Kolekcjonowała mejle od niego. Wszystkie serwetki z restauracji, na których rysował jej uśmieszki i serduszka. Strasznie trywialne sposoby na okazywanie zainteresowania? Może. Ale nie dla niej. Klara skupiała się na szczegółach - mówiła, że życie na nich właśnie się opiera. Nie była tkliwa, ale lubiła wiedzieć, że przynajmniej komuś nie jest obojętna.

Budził się zawsze przed nią. Parzył kawę, którą zostawiał na toaletce wraz z kilkoma myślami spisanymi na nieaktualnych biletach kolejowych. Nic takiego. A jednak robił coś specjalnie dla niej. To wcale nie było "nic takiego". Potem wychodził, zostawiając ją samą z zapachem nowego dnia... Pewnie dlatego robiła mu drobne niespodzianki. Nie z wdzięczności. Teraz mogła po prostu komuś je robić.



niedziela, 10 marca 2013

cosmopolian

Do tej pory podchodziła do mężczyzn z dużą dozą obojętności. Nie chciała komplikować sobie życia. Sądziła, że nie warto. Nie wierzyła w miłość. Była dla niej tylko pojęciem, przebrzmiałą wartością, którą nie zamierzała zawracać sobie głowy. Kochała rzeczy bezosobowe. To musiało wystarczyć. Tak postrzegała świat.

On był niebezpieczny. Mógł wszystko zmienić, gdyby tylko mu na to pozwoliła. Niektóre rzeczy dzieją się jednak bez względu na czyjąkolwiek wolę. Bała się, że przestanie kontrolować swoje życie, że ono zacznie po prostu płynąć. Kłóciło się to z artyzmem przepełniającym jej osobę, ale to właśnie paradoks ją tworzył.


Usiadła przy barze i zamówiła cosmopolitan. Nigdy wcześniej go nie piła. Nazwa wydała jej się intrygująca. Czasem chciała być dziewczyną cosmo, wyzwoloną singielką korzystającą z życia bez umiaru. Mogłabym spróbować - pomyślała chwytając niski szeroki kieliszek z kolorowym płynem.

Barman uśmiechnął się do niej ukradkiem. Znała ten schemat. Zaraz podejdzie i zapyta, czy na kogoś czeka. Jeśli odpowiedziałaby: nie, zapytałby o jej imię, a potem pełen udawanej szarmancji rzuciłby coś w stylu: co taka ładna dziewczyna robi sama w piątkowy wieczór. Wyglądał na miłego. Miał pociągający uśmiech i wesołe oczy. Pomyślała, że nie zasłużył na jej grubiaństwo.

- Spóźniłem się? - usłyszała zza pleców znajomy głos

Spojrzała przez ramię.

- Nie zdążyłam się jeszcze upić - odparła z uśmiechem, który automatycznie odwzajemnił

- Cześć Piorek - rzucił barman

sobota, 9 marca 2013

urywek soboty

Kiedy, jak zawsze po próbie, przecinała swoimi krokami ulicę Fredry, pierwszy raz od dawna pomyślała, by zmienić scenariusz zdarzeń. Coś w głowie szeptało, że nie musi przecież znów obchodzić fontanny, siadać po jej przeciwległej stronie, by widzieć przed sobą budynek Teatru Wielkiego i siłą rzeczy rozmyślać o Dzielnicy Cesarskiej. Była niezależna. Myślała samodzielnie. I robiła to, na co miała ochotę, ale pewne elementy jej życia podporządkowane były stałym sekwencjom tych samych sytuacji i  zachowań. Lubiła je... do tej chwili. Oparła się o boczną konstrukcję zejścia prowadzącego do fontanny. Kilku chłopaków na BMXach walczyło z grawitacją. Uśmiechnęła się do jednego z nich i podniosła rękę w geście pozdrowienia. Znali się z widzenia, kilku rozmów. Nie tylko ona czasem żyła rutyną.

- Cześć pani muzyk -chłopak na chwilę przerwał swoje ewolucje, odstawił rower i w kilka sekund później znalazł się obok Klary - Myślałem, że już cię tu dziś nie zobaczę.

- Próba nam się trochę przeciągnęła - odrzekła.

- Jak poszło? - zapytał

- Banda nudziarzy grająca dobre gówno - wiesz, sobota jak sobota - odrzekła

- Marnujesz się tutaj - powiedział spoglądając na budynek teatru.

- Czyżby? - Klara odruchowo wbiła wzrok w ziemię. Robiła tak za każdym razem, kiedy docierało do niej, że odbiera komplementy.

- Chciałbym cię usłyszeć kiedyś w klimacie jakiegoś zadymionego pubu jak grasz jazz - jego słowa przepełnione były pewnością i nutką podziwu wobec dziewczyny. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

- No co ? - uśmiechnął się - Myślisz, że jak jestem riderem to muszę słuchać tylko punk rock'a, czy co?

- Lubię jazz. Nawet bardzo - odparła

- Słuchaj... mam propozycję. Ale nie odbieraj tego, jak taniego podrywu. Dziś wieczorem w Blue Note grają moi znajomi w ramach studenckich hołdów dla Komedy. Wlot za free. Może coś cię natchnie - chwycił jej rękę i delikatnie ucałował. Uśmiech nie schodził z jego twarzy - Koncert zaczyna się o dwudziestej. Pewnie nie będzie tłumów. Nie wyglądasz na kogoś, kto je lubi. Wystarczy, że przyjdziesz - pomachał jej na pożegnanie i wrócił do kompanów od grawitacyjnych bojów.

W pierwszej chwili chciała uciec, przefarbować włosy i sprawić sobie aparat na zęby, by nigdy nie zostać już przez niego rozpoznaną. Nie pamiętała nawet, jak on ma na imię. Myśl trwała kilka sekund. A później w duchu powiedziała sobie z niepotrzebnym zawstydzeniem: do zobaczenia...

środa, 31 października 2012

Rozproszenie, do którego to stanu doprowadziło ją pojawienie się pana uroczego, opanowała dopiero po kwadransie. Całe szczęście, że sekwencje próbne tylko chwilami bazowały na smyczkach. W końcu jednak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej świadomość została wyłączona. Czas się zatrzymał, a rzeczywistość wokół przestała istnieć.  Była tylko muzyka.


****

W przerwie wyszła na papierosa przed gmach teatru. Nowym członkiem orkiestry zajęły się już dwie przedstawicielki płci pięknej, jeśli można by było je tak nazwać - Dorota, piekielnie zgrabna i zawsze przesadnie wymalowana wiolonczelistka z nieco wykrzywionymi zębami oraz Jola - rycząca czterdziestka o małych orzechowych oczach i włosach w tym samym kolorze, które zawsze splecione były w gruby, długi warkocz. Ciekawe, która pierwsza przynajmniej spróbuje  zaciągnąć go do łóżka - pomyślała z uśmiechem Klara. Raczej u żadnej to wyobrażenie się nie spełni, chociaż... kto wie? - konstruowała w głowie hipotetyczne przypadki nie ukrywając, że ma z tego niemały ubaw.

Tym razem usiadła na samym dole schodów. Wyciągnęła telefon. Przerwa trwała 15 minut, w związku z czym miała wystarczająco dużo czasu, by sprawdzić część płyty nowego Miuosha. Zamknęła oczy wydmuchując papierosowy dym. Dźwiękowa rzeczywistość pochłaniała ją z każdą sekundą. Coraz bardziej i bardziej... Do chwili, gdy znów poczuła ogarniające ją rozkojarzenie. Zapach proszku do prania, albo płynu do płukania tkanin, w każdym razie charakterystyczny zapach pewnej świeżości - oto jego przyczyna. Usiadł obok niej, jakby znali się już od dawna. Wyciągnął jedną ze słuchawek z jej ucha i zaczął nasłuchiwać. Otworzyła oczy. Nie spojrzał na nią, choć na jego twarzy widać było jakiś zawadiacki uśmiech.