sobota, 30 maja 2009

Imieniny minęły tak, że pan dentysta wyrwał mi 3 zęby!Do teraz czuję ból, na miejscu byłoby więc wznieść ręce do nieba i podziękować za tabletki przeciwbólowe. Ostatnio odkryłam, że jestem w tej dziedzinie specjalistką. Próbowałam już chyba wszystkiego, co dostępne jest bez recepty i to w tak dużych ilościach, że chyba nic mnie nie powali do końca życia. Czasem nawet miło jest się znieczulić i choć na chwilę zobojętnieć na wszystko, co nas otacza, nie przesadzając oczywiście... bo najlepszym znieczuleniem i tak zawsze będzie dźwięk...

środa, 20 maja 2009

KOMIKSY

"... czytałem Spidermana, tam był Venom, czytałem to wciąż, cały dzień. Myślałeś, że skąd wziął się VNM?"

Mam do siebie ogromny żal o to, że nie czytałam nigdy komiksów. Dopiero teraz to wychodzi, gdy w wieku 23 lat jaram się jak dziecko kreskówkowymi bohaterami, niestety póki co - tylko w filmowych i animowanych adaptacjach. Świat tych niby tak dalekich, nierealnych historii, odwiecznych dylematów - po której stanąć stronie - dobra, czy zła? i przede wszystkim wiary w nadzieję, wolność i ludzkie pragnienia, które potrafią dokonać rzeczy wielkich jest dla mnie jak narkotyk. Serio. Wszystkie postaci, które stały się dziś już symbolem popkultury, ich przygody, rozterki, fantastycznie skonstruowane wątki, z każdą chwilą wciągają mnie coraz bardziej. Czytam o różnych postaciach, ich losach, doświadczeniach, dowiaduje się o sieciach powiązań między nimi i autentycznie czuje się jak dziecko. Aż zachciało mi się znów rysować :)
Venom rzeczywiście jest swietną postacią. Co prawda na razie dotarłam do momentu, w którym jest on demoniczny i zły, ale wiem, że w końcu i tak przejdzie na stronę dobra. Najciekawszy pozostaje jednak Joker. Być może przez film, choć pewnie to przede wszystkim zło i pewna specyfika kusi mnie tak szalenie. Co będzie dalej? Nie wiem... ale czuje się fantastycznie radosna, zupełnie jak dziecko.

poniedziałek, 18 maja 2009

PANI URBANIAK

Moje uwielbienie w stosunku do Miki Urbaniak w zasadzie nikogo nie powinno dziwić, zważywszy przynajmniej na dwie kwestie:
  • jest córką najpiękniejszej i najwybitniejszej zresztą pary (moim zdaniem rzecz jasna) polskiej sceny muzycznej - córką moich przenajwiększych ulubieńców, czyli Michała Urbaniaka i Uli Dudziak (a to już przecież do swoistego geniuszu muzycznego zobowiązuje, no nie? :))
  • po drugie co ważniejsze - jest córką muzyka, który był uczniem mistrza jazzu (tak na marginesie, to piekielnie smutne, że tylko 20% Polaków - i to w zaokrągleniu jeszcze! - wie i docenia fakt współpracy oraz przyjaźni Urbanatora z Miles'em Davis'em, czego owocem zresztą stała się płyta "TUTU" [szczerze uśmiecham się, gdy myślę o tej produkcji]

Tak naprawdę Mike Urbaniak poznałam jeszcze za czasów podstawówki. Pamiętam, że zrobiła wtedy kawałek ze Wzgórzem do "Spony", ekranizacji "Sposobu na Alcybiadesa". I choć spektakularnym sukcesem tej produkcji nazwać nie
było można , Mika od razu zaskarbiła sobie u mnie ogromne pola sympatii. Zapewne chodziło o jej korzenie, choć trudno mi dziś to wytłumaczyć. Być może to przez fakt, że moja edukacja muzyczna zaczęła się od jazzu i twórczości wspomnienej wyżej pary. Widocznie świadomość, że ich córka również zahacza o świat nut, głęboko wyryła się w pokładach mojego dobrego smaku, co z kolei dalej zaowocowało penym uwielbieniem. Tak, czy siak, kiedy już znacznie później słuchałam Miki na wspólnych projektach ze Smolikiem (co notabene idealnie trafiało w moje muzyczne preferencje), nigdy nie spodziewałam się, że zaskoczy mnie kiedyś dźwiękiem tak, że wprost zabraknie mi tchu. Zrobiła to płytą "Closer" - perłą muzyczną w pełni tego słowa znaczeniu. Naprawdę dawno już nie słyszałam muzyki tak przepięknie wolnej - tak szalonej, swobodnej... muzyki, która zwyczajnie żyje, której moda nie chce zamykać w określone konwencje, czy formy... muzyki, która nie powiela schematów, która nie naśladuje... która do jasnej cholery - po prostu jest sobą!
Wiele osób zarzuca Mice śpiewanie nie - po polskiemu :) i oczywiście miło by było posłuchać rodzimych tekstów w jej wykonaniu, jednak nie oszukujmy się - dziewczyna, która 3/4 życia spędziła w Nowym Jorku i której rodzice odrzuceni muzycznie przez swoją ojczyznę, chronili dzieci przed podobnym rozczarowaniem, zwyczajnie kiepsko brzmiałaby podczas kaleczenia języka, z którym bądź, co bądź - łączy ją niewiele.
"Closer" to prześwietne, mocno zróżnicowane klimatem oraz gatunkiem kompozycje muzyczne, które je się równie szybko i chętnie, jak mleczną czekoladę lub raczej lody z bitą śmietaną. Do tego dochodzą wyśmienite zbiory słów (co prawda na razie część z nich tylko rozumiem, ale z zaufanych źródeł wiem, że są wyśmienite :)) i genialna zabawa barwą głosu, jego skalą. W końcu czyż nie z tego najbardziej znana jest pani mama? :)
Nie potrafię zebrać w jedną kupę tej radości, którą dała mi płyta "Closer". Ani nawet tej satysfakcji spowodowanej wiarą w młodą panią Urbaniak. Bo wiem, że poszła dobrą drogą - co ważniejsze - wiem, że nadal będzie nią szła...

niedziela, 17 maja 2009

...

Ostatni tydzień był jak bajka. Spanie do dziesiątej, pomieszkiwanie z ukochanym mężczyzną, małe niespodzianki, rozpieszczanie się drobnostkami - wszystko to było naprawdę przecudownym prezentem na tzw. pierwszą okrągłą rocznicę bycia razem - rok (choć zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to strasznie trywialnie).
Brak przyzwyczajenia, ale za to ogromne szczęście z oddechu obok, dokonującego się w takim samym tempie, co mój...
Przez wiele lat przeceniałam wiele rzeczy i zjawisk nad miłość, co śmieszniejsze - będąc wówczas w długich i pozornie mocnych - prawdziwych związkach, a jednak dopiero teraz czuję wolność i radość. Nazwanie tej wewnętrznej ekstazy mianem "fantastycznej" to nawet nie jedna milionowa emocji, które wciąż tworzą uśmiech na mojej twarzy. I które wciąż pozwalają mi żyć...

Wracając do bardziej przyziemnych rzeczy - piątkowy koncert Piha pozytywnie mnie zaskoczył. Z góry założyłam, że natkniemy się na tłum małolatów zabijających się w kolejce o piwo (jak to miało miejsce w przypadku ostatniego koncertu Elda), a tymczasem było przesympatycznie wręcz. Peja co prawda spierdolił kawałek z Pihem, gubiąc się zupełnie w tekście, ale za to ten pierwszy pokazał, że scenicznie dorównuje mu mało osób w Polsce. Pomimo kiepskiego "akustyka" brzmiał genialnie.Doświadczenie robi jednak swoje.
VNM, którego w końcu udało mi się poznać przekonał mnie swoją nieśmiałością i skromnością. Polubiliśmy się chyba 'tak po prostu'. Piekielnie cieszą mnie takie spotkania. No i zagadka cerberowych bitów została rozwiązana, ha! (oczywiście cichosza :))
Do Szu wracałam już bez korków. Kolano niestety dało o sobie znać :( Poza tym małym nie komfortem - to było kolejne bardzo miłe muzyczne doświadczenie...


p.s A o pani Mice, która powaliła mnie na kolana opowiem wam jutro:)

czwartek, 7 maja 2009

NA NOWO

Wydaje mi się, że od pewnego czasu stoję w miejscu. Poza rutynowymi czynnościami piśmienniczymi, jak przygotowywanie kolejnych recenzji do MHH, wywiadów i artykułów, pisaniu różnorakich prac na tzw. "zlecenie" nie robię nic - w sensie pisania sama dla siebie. To przykre. Postanowiłam, więc zmienić choć maleńką cząstkę tej nicości - stąd nowy blog. Zresztą moje zamiłowanie do świata dźwięków prędzej, czy później i tak by mnie tu zaprowadziło. Zatem... zacznijmy na nowo :)

Jestem Meg. Dużo gadam, mało robię, choć może nie - gadam też mało :) Taki to już wewnętrzny pustelnik ze mnie. Za 2 miesiące będę pełnoprawnym, utytułowanym magistrem dziennikarstwa, choć w dzisiejszym świecie to zdaje się zupełnie nic nie znaczyć, niestety... Nie wiem dlaczego, ale pomimo wszelkich obaw, że się nie uda i zostanę skazana na pracę w spożywczaku, głęboko wierzę, że się uda i... moje książki, a nie tylko gazeta, do które pisuję, rzeczywiście będą kiedyś stały na pułce w Empiku. To ważne, by wierzyć...
Lubię robić przeróżne rzeczy, na które teoretycznie nie mam czasu i których robić nie powinnam, np. jeść lody śmietankowe z moim chłopakiem (na to drugie chce i mam czas gwoli ścisłości). Albo oglądać po nocach filmy, które nigdy się nie nudzą. I pić piwo z butelki, no i parę innych takich niby mało ważnych rzeczy - lubię. Kiedyś wam jeszcze o tym opowiem...