Imieniny minęły tak, że pan dentysta wyrwał mi 3 zęby!Do teraz czuję ból, na miejscu byłoby więc wznieść ręce do nieba i podziękować za tabletki przeciwbólowe. Ostatnio odkryłam, że jestem w tej dziedzinie specjalistką. Próbowałam już chyba wszystkiego, co dostępne jest bez recepty i to w tak dużych ilościach, że chyba nic mnie nie powali do końca życia. Czasem nawet miło jest się znieczulić i choć na chwilę zobojętnieć na wszystko, co nas otacza, nie przesadzając oczywiście... bo najlepszym znieczuleniem i tak zawsze będzie dźwięk...
"... czytałem Spidermana, tam był Venom, czytałem to wciąż, cały dzień. Myślałeś, że skąd wziął się VNM?"
Mam do siebie ogromny żal o to, że nie czytałam nigdy komiksów. Dopiero teraz to wychodzi, gdy w wieku 23 lat jaram się jak dziecko kreskówkowymi bohaterami, niestety póki co - tylko w filmowych i animowanych adaptacjach. Świat tych niby tak dalekich, nierealnych historii, odwiecznych dylematów - po której stanąć stronie - dobra, czy zła? i przede wszystkim wiary w nadzieję, wolność i ludzkie pragnienia, które potrafią dokonać rzeczy wielkich jest dla mnie jak narkotyk. Serio. Wszystkie postaci, które stały się dziś już symbolem popkultury, ich przygody, rozterki, fantastycznie skonstruowane wątki, z każdą chwilą wciągają mnie coraz bardziej. Czytam o różnych postaciach, ich losach, doświadczeniach, dowiaduje się o sieciach powiązań między nimi i autentycznie czuje się jak dziecko. Aż zachciało mi się znów rysować :) Venom rzeczywiście jest swietną postacią. Co prawda na razie dotarłam do momentu, w którym jest on demoniczny i zły, ale wiem, że w końcu i tak przejdzie na stronę dobra. Najciekawszy pozostaje jednak Joker. Być może przez film, choć pewnie to przede wszystkim zło i pewna specyfika kusi mnie tak szalenie. Co będzie dalej? Nie wiem... ale czuje się fantastycznie radosna, zupełnie jak dziecko.
Moje uwielbienie w stosunku do Miki Urbaniak w zasadzie nikogo nie powinno dziwić, zważywszy przynajmniej na dwie kwestie:
jest córką najpiękniejszej i najwybitniejszej zresztą pary (moim zdaniem rzecz jasna) polskiej sceny muzycznej - córką moich przenajwiększych ulubieńców, czyli Michała Urbaniaka i Uli Dudziak (a to już przecież do swoistego geniuszu muzycznego zobowiązuje, no nie? :))
po drugie co ważniejsze - jest córką muzyka, który był uczniem mistrza jazzu (tak na marginesie, to piekielnie smutne, że tylko 20% Polaków - i to w zaokrągleniu jeszcze! - wie i docenia fakt współpracy oraz przyjaźni Urbanatora z Miles'em Davis'em, czego owocem zresztą stała się płyta "TUTU" [szczerze uśmiecham się, gdy myślę o tej produkcji]
Tak naprawdę Mike Urbaniak poznałam jeszcze za czasów podstawówki. Pamiętam, że zrobiła wtedy kawałek ze Wzgórzem do "Spony", ekranizacji "Sposobu na Alcybiadesa". I choć spektakularnym sukcesem tej produkcji nazwać nie było można , Mika od razu zaskarbiła sobie u mnie ogromne pola sympatii. Zapewne chodziło o jej korzenie, choć trudno mi dziś to wytłumaczyć. Być może to przez fakt, że moja edukacja muzyczna zaczęła się od jazzu i twórczości wspomnienej wyżej pary. Widocznie świadomość, że ich córka również zahacza o świat nut, głęboko wyryła się w pokładach mojego dobrego smaku, co z kolei dalej zaowocowało penym uwielbieniem. Tak, czy siak, kiedy już znacznie później słuchałam Miki na wspólnych projektach ze Smolikiem (co notabene idealnie trafiało w moje muzyczne preferencje), nigdy nie spodziewałam się, że zaskoczy mnie kiedyś dźwiękiem tak, że wprost zabraknie mi tchu. Zrobiła to płytą "Closer" - perłą muzyczną w pełni tego słowa znaczeniu. Naprawdę dawno już nie słyszałam muzyki tak przepięknie wolnej - tak szalonej, swobodnej... muzyki, która zwyczajnie żyje, której moda nie chce zamykać w określone konwencje, czy formy... muzyki, która nie powiela schematów, która nie naśladuje... która do jasnej cholery - po prostu jest sobą! Wiele osób zarzuca Mice śpiewanie nie - po polskiemu :) i oczywiście miło by było posłuchać rodzimych tekstów w jej wykonaniu, jednak nie oszukujmy się - dziewczyna, która 3/4 życia spędziła w Nowym Jorku i której rodzice odrzuceni muzycznie przez swoją ojczyznę, chronili dzieci przed podobnym rozczarowaniem, zwyczajnie kiepsko brzmiałaby podczas kaleczenia języka, z którym bądź, co bądź - łączy ją niewiele. "Closer" to prześwietne, mocno zróżnicowane klimatem oraz gatunkiem kompozycje muzyczne, które je się równie szybko i chętnie, jak mleczną czekoladę lub raczej lody z bitą śmietaną. Do tego dochodzą wyśmienite zbiory słów (co prawda na razie część z nich tylko rozumiem, ale z zaufanych źródeł wiem, że są wyśmienite :)) i genialna zabawa barwą głosu, jego skalą. W końcu czyż nie z tego najbardziej znana jest pani mama? :) Nie potrafię zebrać w jedną kupę tej radości, którą dała mi płyta "Closer". Ani nawet tej satysfakcji spowodowanej wiarą w młodą panią Urbaniak. Bo wiem, że poszła dobrą drogą - co ważniejsze - wiem, że nadal będzie nią szła...
Ostatni tydzień był jak bajka. Spanie do dziesiątej, pomieszkiwanie z ukochanym mężczyzną, małe niespodzianki, rozpieszczanie się drobnostkami - wszystko to było naprawdę przecudownym prezentem na tzw. pierwszą okrągłą rocznicę bycia razem - rok (choć zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to strasznie trywialnie). Brak przyzwyczajenia, ale za to ogromne szczęście z oddechu obok, dokonującego się w takim samym tempie, co mój... Przez wiele lat przeceniałam wiele rzeczy i zjawisk nad miłość, co śmieszniejsze - będąc wówczas w długich i pozornie mocnych - prawdziwych związkach, a jednak dopiero teraz czuję wolność i radość. Nazwanie tej wewnętrznej ekstazy mianem "fantastycznej" to nawet nie jedna milionowa emocji, które wciąż tworzą uśmiech na mojej twarzy. I które wciąż pozwalają mi żyć...
Wracając do bardziej przyziemnych rzeczy - piątkowy koncert Piha pozytywnie mnie zaskoczył. Z góry założyłam, że natkniemy się na tłum małolatów zabijających się w kolejce o piwo (jak to miało miejsce w przypadku ostatniego koncertu Elda), a tymczasem było przesympatycznie wręcz. Peja co prawda spierdolił kawałek z Pihem, gubiąc się zupełnie w tekście, ale za to ten pierwszy pokazał, że scenicznie dorównuje mu mało osób w Polsce. Pomimo kiepskiego "akustyka" brzmiał genialnie.Doświadczenie robi jednak swoje. VNM, którego w końcu udało mi się poznać przekonał mnie swoją nieśmiałością i skromnością. Polubiliśmy się chyba 'tak po prostu'. Piekielnie cieszą mnie takie spotkania. No i zagadka cerberowych bitów została rozwiązana, ha! (oczywiście cichosza :)) Do Szu wracałam już bez korków. Kolano niestety dało o sobie znać :( Poza tym małym nie komfortem - to było kolejne bardzo miłe muzyczne doświadczenie...
p.s A o pani Mice, która powaliła mnie na kolana opowiem wam jutro:)
Wydaje mi się, że od pewnego czasu stoję w miejscu. Poza rutynowymi czynnościami piśmienniczymi, jak przygotowywanie kolejnych recenzji do MHH, wywiadów i artykułów, pisaniu różnorakich prac na tzw. "zlecenie" nie robię nic - w sensie pisania sama dla siebie. To przykre. Postanowiłam, więc zmienić choć maleńką cząstkę tej nicości - stąd nowy blog. Zresztą moje zamiłowanie do świata dźwięków prędzej, czy później i tak by mnie tu zaprowadziło. Zatem... zacznijmy na nowo :)
Jestem Meg. Dużo gadam, mało robię, choć może nie - gadam też mało :) Taki to już wewnętrzny pustelnik ze mnie. Za 2 miesiące będę pełnoprawnym, utytułowanym magistrem dziennikarstwa, choć w dzisiejszym świecie to zdaje się zupełnie nic nie znaczyć, niestety... Nie wiem dlaczego, ale pomimo wszelkich obaw, że się nie uda i zostanę skazana na pracę w spożywczaku, głęboko wierzę, że się uda i... moje książki, a nie tylko gazeta, do które pisuję, rzeczywiście będą kiedyś stały na pułce w Empiku. To ważne, by wierzyć... Lubię robić przeróżne rzeczy, na które teoretycznie nie mam czasu i których robić nie powinnam, np. jeść lody śmietankowe z moim chłopakiem (na to drugie chce i mam czas gwoli ścisłości). Albo oglądać po nocach filmy, które nigdy się nie nudzą. I pić piwo z butelki, no i parę innych takich niby mało ważnych rzeczy - lubię. Kiedyś wam jeszcze o tym opowiem...
Lubię żyć na przekór wszystkiemu i wszystkim. Lubię krzyczeć. Śmiać się do upadłego. Pić Tequillę, przed którą zlizuje sól z szyi osoby, którą pragnę od pierwszego zasłuchania.