- jest córką najpiękniejszej i najwybitniejszej zresztą pary (moim zdaniem rzecz jasna) polskiej sceny muzycznej - córką moich przenajwiększych ulubieńców, czyli Michała Urbaniaka i Uli Dudziak (a to już przecież do swoistego geniuszu muzycznego zobowiązuje, no nie? :))
- po drugie co ważniejsze - jest córką muzyka, który był uczniem mistrza jazzu (tak na marginesie, to piekielnie smutne, że tylko 20% Polaków - i to w zaokrągleniu jeszcze! - wie i docenia fakt współpracy oraz przyjaźni Urbanatora z Miles'em Davis'em, czego owocem zresztą stała się płyta "TUTU" [szczerze uśmiecham się, gdy myślę o tej produkcji]
Tak naprawdę Mike Urbaniak poznałam jeszcze za czasów podstawówki. Pamiętam, że zrobiła wtedy kawałek ze Wzgórzem do "Spony", ekranizacji "Sposobu na Alcybiadesa". I choć spektakularnym sukcesem tej produkcji nazwać nie było można , Mika od razu zaskarbiła sobie u mnie ogromne pola sympatii. Zapewne chodziło o jej korzenie, choć trudno mi dziś to wytłumaczyć. Być może to przez fakt, że moja edukacja muzyczna zaczęła się od jazzu i twórczości wspomnienej wyżej pary. Widocznie świadomość, że ich córka również zahacza o świat nut, głęboko wyryła się w pokładach mojego dobrego smaku, co z kolei dalej zaowocowało penym uwielbieniem. Tak, czy siak, kiedy już znacznie później słuchałam Miki na wspólnych projektach ze Smolikiem (co notabene idealnie trafiało w moje muzyczne preferencje), nigdy nie spodziewałam się, że zaskoczy mnie kiedyś dźwiękiem tak, że wprost zabraknie mi tchu. Zrobiła to płytą "Closer" - perłą muzyczną w pełni tego słowa znaczeniu. Naprawdę dawno już nie słyszałam muzyki tak przepięknie wolnej - tak szalonej, swobodnej... muzyki, która zwyczajnie żyje, której moda nie chce zamykać w określone konwencje, czy formy... muzyki, która nie powiela schematów, która nie naśladuje... która do jasnej cholery - po prostu jest sobą!
Wiele osób zarzuca Mice śpiewanie nie - po polskiemu :) i oczywiście miło by było posłuchać rodzimych tekstów w jej wykonaniu, jednak nie oszukujmy się - dziewczyna, która 3/4 życia spędziła w Nowym Jorku i której rodzice odrzuceni muzycznie przez swoją ojczyznę, chronili dzieci przed podobnym rozczarowaniem, zwyczajnie kiepsko brzmiałaby podczas kaleczenia języka, z którym bądź, co bądź - łączy ją niewiele.
"Closer" to prześwietne, mocno zróżnicowane klimatem oraz gatunkiem kompozycje muzyczne, które je się równie szybko i chętnie, jak mleczną czekoladę lub raczej lody z bitą śmietaną. Do tego dochodzą wyśmienite zbiory słów (co prawda na razie część z nich tylko rozumiem, ale z zaufanych źródeł wiem, że są wyśmienite :)) i genialna zabawa barwą głosu, jego skalą. W końcu czyż nie z tego najbardziej znana jest pani mama? :)
Nie potrafię zebrać w jedną kupę tej radości, którą dała mi płyta "Closer". Ani nawet tej satysfakcji spowodowanej wiarą w młodą panią Urbaniak. Bo wiem, że poszła dobrą drogą - co ważniejsze - wiem, że nadal będzie nią szła...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz