Kiedy myślę o muzyce bardzo często się złoszczę. Bo przecież zawsze boli, gdy ukochane pragnienia nas zawodzą, wybierają złą drogą, pakują się w tarapaty. A, że złością reaguje na wiele niechcianych zjawisk, również na strach, no to się złoszczę :)
Trudno jest mi mówić o dźwiękach bez jakichkolwiek emocji, zresztą byłoby to dość dziwne, zważywszy na fakt ogromnej roli, jaką pełnią w moim życiu. Czasem myślę, że tylko to mam - uśmiechy zamknięte w mojej głowie powstałe w wyniku spotkań z muzą (Euterpe, tak myślę :)), uwalniane za każdym razem, gdy udaje im się na nowo mnie zaskoczyć. Oczywiście ciągle powstają nowe - jedne są weselsze, inne nieco wymuszone, wszystkie jednak pozwalają mi nadal wierzyć w tą muzyczną rzeczywistość, w której istniejemy. A nie jest to łatwe, uwierzcie... Jako, ze sprzeczność od zawsze konstruowała zjawiska, które człowiek potrafił umiłować nad życie - dźwięki równie skutecznie, jak uszczęśliwiać, potrafią zabijać duszę i wszystko to, co w ludziach najpiękniejsze. Jeśli wybierzecie nuty złowrogie, one sukcesywnie zatrują waszą wrażliwość do tego stopnia, że zapomnicie już, co można określić mianem wartości w muzyce. Najtrudniej jednak pielęgnować te dźwięki, które są najcenniejsze - nazywają się "wolnością", choć każdy chce je zamknąć w nieprzenikalnej formie...
Ill Clinton – Gun Powder Cologne (2026)
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz