środa, 21 września 2011

Wino i papierosy

W antykwariacie znajdował się stary projektor i kilka stosów celuloidowych taśm nawiniętych na szpule. W piątki po pracy często siadała przy maleńkiej lampce, otwierała swoje ulubione czerwone, półsłodkie wino i wybierała jedną ze szpul. Uwielbiała kino, a pan Józef, właściciel antykwariatu tak bardzo uwielbiał jej osobę, że na rozmaitych giełdach staroci w całej Europie (których odwiedzanie było nota bene jego ogromną pasją) wynajdywał dla niej stare filmy, a później potajemnie podkładał je na stosy. Ona - rzecz jasna - doskonale o tym wiedziała, ale nigdy nie zdradziła się z tą wiedzą. To było ważne także dla niego...

Nalała sobie wina do połowy wysokiego, zaokrąglonego kieliszka. Zapaliła papierosa. Wnętrze prowizorycznej salki projekcyjnej, na którą zaadaptowano salonik na piętrze wypełnił się słodkawym, waniliowym dymem. Zaczęła przeglądać szpule. Większość filmów była czarno-biała i pozbawiona jakiejkolwiek ścieżki dźwiękowej, nawet tej odnoszącej się do dialogów. Nie lubiła tych filmów, bo nie lubiła ciszy. Przerażała ją - swoją pustką i ogromem zarazem.
Wybrała "Śniadanie u Tiffany'ego". Za każdym razem, gdy myślała o tym obrazie, szczerze się uśmiechała. Chyba po prostu było w niej coś z Audrey Hepburn...

(...)

Podczas filmu myślała o nim - o tym, że już dawno nie czuła się przy nikim tak dobrze i że jeszcze nikt nie rozkoszował się jej ciałem tak, jak on. Paradoksalnie cały czas będąc sama, teraz bała się tego, że zbyt szybko i łatwo przyzwyczai się do tej nowej osoby, a ona potem równie łatwo odejdzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz