Jego pewność siebie kłóciła się z nieśmiałością w stosunku do niej. A jednak nie potrafił się przełamać.
Pewnego dnia wsiadł do autobusu. Za nią. W taki sposób dowiedział się gdzie pracuje. Oszalał. Pachniała tak, jak chciał ją czuć. Oldschoolem, sztuką w dawnym wydaniu, jakkolwiek by tego nie nazwać - czymś, za czym on bezpowrotnie tęsknił. Była jak charakterystyczny trzask na czarnej płycie winylowej, zgrzyt magnetofonu szpulowego, jak piosenki Franka Sinatry i słowa Trumana Capote'go (choć z odrobiną większej klasy). Nie było już wyjścia, przynajmniej nie dla niego. Tak wtedy myślał. Klara stanowiła część układanki jego rzeczywistości, której nie mógł zgubić.
Ill Clinton – Gun Powder Cologne (2026)
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz